Kazał żonie wyjść z niczym — wtedy jej brat, dyrektor generalny, wszedł do sądu – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Kazał żonie wyjść z niczym — wtedy jej brat, dyrektor generalny, wszedł do sądu

Kiedy wiadomość dobiegła końca, cisza w pokoju była inna. Mark znał Masona od dekady. Widział, jak negocjuje z wrogimi rządami, jak pokonuje powiązanych z kartelami magnatów żeglugowych i jak rozwala korporacyjnych rywali na trzech kontynentach. Widział go wściekłego, poirytowanego, sarkastycznego i rozbawionego.

Nigdy dotąd nie słyszał takiego tonu.

To nie była wściekłość. Wściekłość była gorąca. To było coś zimniejszego, głębszego, jak czarny lód na całej autostradzie.

„Przygotujcie odrzutowiec” – powiedział Mason, wstając. „Lecimy do Nowego Jorku. Już”.

„Tak, proszę pana.” Mark już się ruszył. „Z kim się spotykamy?”

„Mąż mojej siostry” – powiedział Mason spokojnym głosem. „Mężczyzna o nazwisku Brian Sullivan z kancelarii Loach, Sullivan & Ash. I chcę mieć drużynę”.

„Jaki to zespół?” – zapytał Mark, choć już miał pewne przypuszczenia.

„Najlepsze” – odpowiedział Mason. „Zadzwoń do Sterling Roads LLP”.

Mark zacisnął szczękę. Sterling Roads nie była zwykłą kancelarią prawną. To do nich dzwoniły amerykańskie korporacje, kiedy już wypróbowały wszystko inne. Byli siłą uderzeniową.

„Zapytaj o Isabellę Rostę” – dodał Mason.

Gdyby Mark był kimkolwiek innym, jego brwi poszybowałyby w górę. Isabella Rosta była legendą w amerykańskich kręgach prawniczych. Sędziowie ją szanowali. Przeciwnicy się jej bali. Podejmowała się wybranych spraw, a kiedy już to robiła, nigdy nie chodziło jej o cichą ugodę.

„Rosta. Zrozumiano” – powiedział Mark. „Coś jeszcze?”

„Zespół księgowych dochodzeniowych” – powiedział Mason. „Nie ktoś z naszego stałego składu. Chcę ludzi, którzy znają nowojorski półświatek. Ludzi, którzy doprowadzili bankierów z Wall Street do łez na sali sądowej. Każde konto, każdy przelew, każda firma-słup. Chcę wiedzieć, gdzie Brian Sullivan ulokował każdy grosz od czasów studiów prawniczych. Chcę wiedzieć, czy kiedykolwiek sfałszował zeznanie podatkowe. Chcę wiedzieć, czy ma konta zagraniczne, kim jest jego kochanka, gdzie mieszka, czym jeździ, co jej się wydaje, że jest w szafie. Mają czterdzieści osiem godzin”.

Mark skinął głową i już pisał.

„I Mark” – powiedział Mason, gdy dotarli do drzwi. „Nikt nie kontaktuje się z moją siostrą. Jeszcze nie. Jest przestraszona. Kiedy ją zobaczę, nie przyjdę z obietnicami. Przyjdę z w pełni naładowaną bronią”.

W Brooklynie Clara nic o tym nie wiedziała. Wiedziała tylko, że mijały dni, a jej telefon nie dzwonił. Milczenie brata wydawało się dowodem na to, że miała rację: był zbyt zajęty, zbyt daleko stąd, zbyt pochłonięty ratowaniem świata za pomocą oprogramowania, autonomicznych ciężarówek i kontraktów wartych miliardy dolarów, by martwić się o siostrę na futonie.

Wypełniała internetowe podania o pracę w Bibliotece Publicznej w Brooklynie na starzejących się komputerach, które charczały przy każdym wyszukiwaniu. Recepcjonistka. Asystentka galerii. Baristka w sieci kawiarni tak charakterystycznie amerykańskiej, że kubki można było kupić na lotniskach. Dziesięcioletnia przerwa w CV patrzyła na nią z ekranu niczym ostrzegawcza etykieta.

Dzięki upartej hojności Marii miała czterysta dolarów w gotówce. Maria dzieliła się swoją pensją emerytki, żeby Clara miała MetroCard i wystarczająco dużo jedzenia. Ironia losu, że Clara kiedyś gościła żony wspólników na lunchach przy Park Avenue z fontannami szampana, podczas gdy Maria stała w kolejce do wyprzedaży w supermarkecie w Queens, nie umknęła uwadze żadnej z nich.

Wśród znajomych znajomych rozeszła się wieść, że Brian już wprowadził Chloe do penthouse’u. Kazał wymienić zamki. Portier dostał nowe instrukcje. W wąskich kręgach wpływowych ludzi na Manhattanie jego historia nabierała kształtów: jego szalona, ​​leniwa i niewdzięczna żona próbowała oszukać go na wszystko, finansując fantazje z jakimś tajemniczym nowym chłopakiem. Ludzie uwielbiali takie historie. Dzięki nim czuli się pewniej w swoich wyborach.

Jej starzy „przyjaciele” przestali odbierać telefony. Zaproszenia zniknęły z jej skrzynki odbiorczej.

Tydzień po otrzymaniu wiadomości głosowej od Masona, jadła spaghetti przy zniszczonym kuchennym stole Marii, gdy na jej telefonie pojawił się nieznany numer 212.

„Halo?” zapytała ostrożnie.

„Pani Hayes?” Głos po drugiej stronie był kobiecy, rześki i brzmiał nieomylnie jak autorytet Wschodniego Wybrzeża. „Nazywam się Isabella Rosta. Jestem prawniczką w kancelarii Sterling Roads LLP. Dzwonię, aby poinformować, że jestem pani nowym doradcą prawnym”.

„Przepraszam” – powiedziała Klara, ściskając widelec. „Zaszła pomyłka. Nie stać mnie na…”

„Twoja zaliczka została załatwiona” – powiedział Rosta, nie złośliwie, ale bez sprzeciwu. „Na dole czeka na ciebie samochód. Mamy spotkanie za godzinę. Proszę być punktualnym”.

Linia została rozłączona.

Clara podeszła do okna. Czarny Mercedes Klasy S stał na krawężniku przed budynkiem Marii, a jego przyciemniane szyby lśniły pod mozaikowym niebem Brooklynu. Na tej ulicy pokrytej graffiti wyglądał równie nie na miejscu, jak suknia haute couture w centrum handlowym.

„Kto to jest?” zapytała Maria, dołączając do niej.

„Myślę” – szepnęła Clara – „że mój brat dostał moją wiadomość”.

Biura Sterling Roads zajmowały trzy piętra w stalowo-szklanym wieżowcu na Dolnym Manhattanie, niedaleko federalnego sądu, w którym niezliczone sprawy sądowe w Stanach Zjednoczonych odmieniły życie ludzi. Hol był wykończony polerowanym kamieniem, z obrazami podejrzanie przypominającymi obrazy Rothko i cichą, kontrolowaną władzą.

Sala konferencyjna, w której Clara poznała Isabellę Rosta, sprawiała wrażenie drogiej pułapki. Stół z ciemnego drewna, okna od podłogi do sufitu z pocztówkowym widokiem na Most Brookliński, kawiarnia tak idealna, że ​​hotelowe saloniki wyglądały tandetnie.

Sama Rosta siedziała za biurkiem na tyle dużym, że można było na nim wylądować helikopterem. Miała około czterdziestki, ciemne włosy zaczesane do tyłu, a kostium skrojony był z chirurgiczną precyzją. Miała taką twarz, że ława przysięgłych prostowała się, a przeciwnicy nagle musieli zmienić strategię. Jej wzrok był bystry, oceniający i bardzo, bardzo inteligentny.

„Pani Sullivan” – powiedziała, nie wstając. „Proszę usiąść”.

Clara siedziała w tej świątyni pieniędzy, doskonale zdając sobie sprawę ze swojej sukienki z second-handu i zniszczonych butów.

Na stole przed Rostą nie leżała teczka, lecz oprawiona książka. Gruba, ciężka i złowroga.

„Pracujemy dla ciebie od sześciu dni” – powiedział Rosta, otwierając list. „Twój brat nalegał, żebyśmy zaczęli natychmiast”.

„Czy on tu jest?” wyrzuciła z siebie Clara, nie mogąc się powstrzymać.

„Nie jest” – powiedział Rosta. „Będzie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Na razie zapewnił nam wszystkie niezbędne zasoby, aby przeprowadzić pełną analizę kryminalistyczną finansów pani męża”.

Odwróciła książkę w stronę Clary. „Oto, co znaleźliśmy”.

Następne słowa zmieniły pogląd Clary na temat ostatnich dziesięciu lat.

„Brian Sullivan to nie tylko odnoszący sukcesy prawnik” – powiedział Rosta. „To dobrze funkcjonujący przestępca”.

Clara aż jęknęła. „Ale intercyza…”

„Twoja intercyza jest problematyczna” – powiedział Rosta. „Ale ma wadę. Drobną. W momencie podpisywania umowy Brian był zobowiązany do ujawnienia pełnego majątku. Ujawnił pensję swojego wspólnika i skromne mieszkanie. Nie ujawnił jednak funduszu powierniczego o wartości 1,5 miliona dolarów od swojej babci”.

„Nie wiedziałam, że ma fundację” – szepnęła Clara.

„Oczywiście, że nie” – powiedział Rosta, błyskając oczami. „Skłamał. To zaniedbanie unieważnia całą umowę. To już nie jest dla niego tarcza. To dowód na to, że od pierwszego dnia zamierzał cię oszukać”.

Clara poczuła się, jakby ktoś wyważył okno w zamkniętym samolocie. Nadzieja napłynęła tak szybko, że aż zabolała.

„Więc… coś dostanę?” zapytała chrapliwie.

„O, coś tam” – powiedział Rosta i tym razem w jego głosie pojawił się cień uśmiechu. „To tylko klucz. Teraz otwieramy drzwi”.

Przewróciła kolejną stronę. Wykresy, daty, numery kont, instrukcje dotyczące przelewów.

„Deklarowany dochód Briana Sullivana z ostatnich dziesięciu lat wynosi około dwudziestu ośmiu milionów dolarów” – powiedziała. „Jego rzeczywisty dochód, według naszej analizy, jest bliższy stu pięćdziesięciu milionom”.

„Jak?” zapytała Clara, oszołomiona.

„Firmy-słup. Rachunki offshore. Sullivan Capital, podmiot prywatny zarejestrowany na Kajmanach. Onyx Holdings AG z siedzibą w Zurychu. Wyprowadzał majątek małżeński, przenosząc go do spółek zależnych zarejestrowanych na jego nazwisko lub na nazwisko podmiotów, które kontroluje. Bez ważnej umowy przedmałżeńskiej połowa tych pieniędzy należy do ciebie zgodnie z nowojorskim prawem o równym podziale majątku. Zamiast tego prał twoją część”.

Rosta przesunął zdjęcie po stole.

To była Chloe, stojąca przed lśniącym budynkiem w Tribeca, z kluczem w dłoni, uśmiechająca się w sposób, w jaki Clara nigdy nie widziała u niej uśmiechu w pracy.

„Kupił to mieszkanie dla swojej asystentki trzy miesiące temu” – powiedział Rosta. „Cztery i pół miliona dolarów. Zapłacono gotówką. Przelano bezpośrednio z Sullivan Capital. To mieszkanie? Połowa twojego, legalnie. Po prostu nie raczył zapytać”.

Clara wpatrywała się w zdjęcie, drżącymi rękami. Jej małżeństwo gniło od środka, podczas gdy ona martwiła się o nakrycie stołu.

„Co się teraz stanie?” zapytała.

„Teraz?” Rosta zamknął książkę. „Teraz idziemy na wojnę”.

To, co nastąpiło później, przypominało fabułę amerykańskiego thrillera prawniczego, który miesiącami utrzymuje się na listach bestsellerów, tyle że tym razem przerażona kobieta w centrum wydarzeń nie była postacią. Była prawdziwa.

Sarah Jenkins złożyła standardowy pozew rozwodowy. Kancelaria Sterling Roads po cichu przejęła sprawę, zmieniając pozew, uwzględniając oszustwo, naruszenie obowiązków powierniczych i celowe zatajenie. Przygotowali pozew, który nie był napisany jak apelacja o sprawiedliwość, lecz jak akt oskarżenia.

Kiedy poprawiony wniosek trafił na biurko Arthura Vance’a z kancelarii Kensington & Finch, legendarny nowojorski prawnik rozwodowy rzekomo zakrztusił się kawą.

Natychmiast zadzwonił do Briana.

„Brian, co to, do cholery, jest?” – warknął. „Sullivan Capital, przelewy z Zurychu, konta na Kajmanach – kim jest Isabella Rosta?”

„Rosta ze Sterling Roads?” – zapytał Brian w trakcie uroczystej kolacji w Per Se z Chloe. „To niemożliwe. Clara korzysta z pomocy prawnej. Jest spłukana. Ledwo korzysta z Venmo. Nie mogła znaleźć Kajmanów na mapie”.

„Nie musi” – warknął Vance. „Ktoś to finansuje. Ktoś mądry. To nie jest pozew rozwodowy, Brian. To plan działania dla IRS i Prokuratury Stanów Zjednoczonych. Zarzucają ci oszustwo, krzywoprzysięstwo w twoich oświadczeniach finansowych. Jeśli sędzia uwierzy choćby w połowę tego, nie tylko tracisz pieniądze. Tracisz prawo jazdy. Możesz trafić do więzienia”.

Arogancja Briana zachwiała się. Po raz pierwszy strach przebił się przez jego ciało.

„Co robimy?” zapytał.

„Sprawimy, żeby to zniknęło” – powiedział Vance. „Szybko. Złożysz jej ofertę. Prawdziwą. Zorganizuję spotkanie dla czterech osób. Ty, ja, ona i ta Rosta. Dowiemy się, kto ją finansuje i zapłacimy im, żeby zniknęli. To nie może trafić do sądu. Nie w Nowym Jorku. Nie przed sędzią, który czyta „New York Timesa”.

Brianowi nie podobał się pomysł, żeby dać Clarze choć centa więcej niż odprawę, której już wcześniej nie znosił. Ale wizja federalnych prokuratorów i audytorów z IRS przeszukujących jego konta przerażała go jeszcze bardziej.

Spotkanie odbyło się w przeszklonej sali konferencyjnej wysoko nad Midtown. Na zewnątrz żółte taksówki przemierzały aleje. W środku panował zimny i stęchły stęchły chłód.

Clara miała na sobie tę samą niebieską sukienkę, świeżo wyprasowaną i przerobioną, żeby faktycznie na nią pasowała. To była jedyna rzecz, którą miała, która przypominała zbroję. Usiadła obok Rosty, który kartkował stos segregatorów, nie podnosząc wzroku.

Brian siedział naprzeciwko, obok Vance’a. Był nieskazitelny jak zawsze: granatowy garnitur, idealnie dopasowany krawat, twarz, którą widniała na tylu amerykańskich czasopismach prawniczych, że wydawała się znajoma. Wyglądał jak człowiek, który spodziewał się zwycięstwa.

„Pani Hayes” – powiedział Vance, wymuszając uśmiech. „Pani Rosta. Dziękuję za przybycie. To wszystko było okropnym nieporozumieniem. To agresywne zgłoszenie… to takie nietypowe dla ciebie, Claro. Clara, którą znam, jest uprzejma, rozsądna…”

„Panie Sullivan” – wtrącił Rosta, a jego oczy były jak brzytwy. „Zwróci się pan do mnie albo do sędziego. Nie będzie pan więcej rozmawiał z moim klientem. Czy to jasne?”

Brian zacisnął szczękę. Vance rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie i szybko przesunął po stole pojedynczą kartkę papieru.

„Mój klient jest zrozpaczony” – powiedział Vance. „Chce szybko mieć to za sobą i oszczędzić wam obojgu burzliwego publicznego procesu. Jest gotów zaoferować wam milion dolarów, bez podatku, w ramach pełnej i ostatecznej ugody. Podpisujecie umowę o zachowaniu poufności. Odchodzicie. Wszystko znika”.

Brian pochylił się do przodu. „Przyjmij ofertę, Clare. To o milion więcej, niż zasługujesz”.

Rok temu pewnie tak.

Teraz ta kwota wydała jej się obsceniczna. Spojrzała na Rostę. Adwokat nawet nie tknął oferty. Przyglądała się Brianowi z głębokim znudzeniem, jak naukowiec obserwujący otępiałego szczura laboratoryjnego.

„Panie Vance” – powiedziała. „Moja klientka odrzuca pańską ofertę. Odrzuca również założenia pańskiego klienta. Nie jesteśmy tu po to, by negocjować ugodę. Jesteśmy tu po to, by złożyć bezwarunkowe poddanie się”.

Vance roześmiał się zaskoczony. „Nie bądź absurdalny. Milion dolarów. Zwykła Amerykanka nigdy więcej nie zobaczy takich pieniędzy. Powinieneś jej doradzić, żeby wzięła wygraną”.

„Zwycięstwo?” Głos Rosty osłabł. „Zwycięstwo oznaczałoby, że twój klient dotrzymał przysięgi. Zwycięstwo oznaczałoby, że nie popełniłby wielu przestępstw przez dekadę. To, co teraz robimy, to nie negocjacje. To zwalczanie szkodników”.

Wstała, a Clara podniosła się razem z nią.

„Mój zespół odkrył już czterdzieści dwa i osiem milionów dolarów w aktywach płynnych i kolejne dwadzieścia pięć milionów dolarów w nieruchomościach, oszukańczo ukrytych przed moim klientem” – kontynuowała. „Nasza suma to nie milion. Nasza suma to trzydzieści milionów, plus penthouse przy Park Avenue należący do twojego klienta, plus apartament w Tribeca przeniesiony na panią Hayes bez żadnych szkód, plus nasze koszty prawne, które, zapewniam cię, będą znaczne”.

„Żaden sędzia w Nowym Jorku by tego nie przyznał” – warknął Vance. „Zwariowałeś. Mamy intercyzę”.

„Miałeś intercyzę” – poprawił Rosta. „Tę, którą twój klient unieważnił, kłamiąć o powiernictwie swojej babci. Intercyza jest martwa. Wraz z nią twoja tarcza. Masz dwadzieścia cztery godziny na zaakceptowanie tych warunków. Jeśli odmówisz, spotkamy się w sądzie. A pan Vance…”

Spojrzał w górę, przymykając oczy.

„W momencie złożenia wniosku pełna kopia naszego raportu sądowo-śledczego trafi do Urzędu Skarbowego (IRS) i komisji dyscyplinarnej Izby Adwokackiej Stanu Nowy Jork. Oraz do Prokuratury Stanów Zjednoczonych dla Południowego Okręgu Nowego Jorku. Miłego dnia”.

Wyszła. Clara poszła za nią, jej nogi się trzęsły.

„Blefują” – powiedział później Brian w zaciszu gabinetu Vance’a. „Muszą. Jest spłukana. Jest baristką mieszkającą na Brooklynie. Jak mogła za to zapłacić?”

„Nie musi” – mruknął Vance, wpatrując się w poprawioną petycję. „Pytanie brzmi, kto za nią płaci. I odpowiedź na to pytanie, Brian, mnie przeraża”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Za każdym razem, gdy to robię, w domu pachnie bosko. Ten przepis jest warty uwagi

5. Przed gotowaniem umieść dwa ręczniki papierowe między pokrywką a wolnowarem, aby pomóc wyeliminować kondensację. 6. Zamknij pokrywkę szczelnie i ...

Chrupiące Trójkąty Ziemniaczane z Sosem Jogurtowo-Czosnkowym

Podawaj te chrupiące trójkąty z dodatkiem świeżej sałatki lub jako przystawkę na spotkanie towarzyskie. Podawaj z innymi sosami, takimi jak ...

Linie na Ręcznikach Kąpielowych: Więcej niż Dekoracja 🧳✨

Rola linii bieżnika w trwałości ręczników 🔧 Linie bieżnika , czyli wypukłe linie widoczne na niektórych ręcznikach, odgrywają kluczową rolę w ...

Wygląda niesamowicie

Instrukcje Uformuj rurkę do pływania Zegnij rurkę do pływania w okrągły kształt. Zabezpiecz końce za pomocą przezroczystej taśmy pakowej lub ...

Leave a Comment