Niemowlak krzyczał bez przerwy w dyliżansie, dopóki wdowa nie zrobiła czegoś nie do pomyślenia dla bogatego kowboja… – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Niemowlak krzyczał bez przerwy w dyliżansie, dopóki wdowa nie zrobiła czegoś nie do pomyślenia dla bogatego kowboja…

„Coś takiego” – powiedziała.

June przyciągnęła ją.

W pensjonacie panował gwar i brzęk talerzy. Mężczyźni w zakurzonych koszulach kłócili się o kolej. Kobiety w fartuchach poruszały się między stolikami z wprawą.

June zaprowadziła Verę do tylnego pokoju, gdzie było ciszej.

„Chodź, usiądź” – powiedziała June. „Opowiedz mi wszystko”.

Vera próbowała.

Próbowała opowiedzieć June o jeździe, upale i kurzu.

Starała się nie mówić o zasłonie.

Ale June miała przenikliwe spojrzenie kobiety, która żyła wśród obcych ludzi i nauczyła się czytać to, czego nie mówili.

„Coś zrobiłeś” – powiedziała powoli June. „Co zrobiłeś?”

Very ścisnęło się gardło.

Spuściła wzrok.

„Karmiłam dziecko” – powiedziała.

June mrugnęła.

„Dziecko?”

Vera skinęła głową.

Twarz June’a uległa zmianie.

Nie obrzydzenie.

Nie osądzam.

Martwić się.

„Czyje dziecko?” zapytała.

„Rolnik” – powiedziała cicho Vera. „Owen Sutton”.

June odetchnęła.

„To imię podróżuje” – mruknęła.

Dłonie Very się zacisnęły.

„Zaproponował mi pracę” – powiedziała Vera. „Trzydzieści dolarów miesięcznie. Osobne mieszkanie. Jeden miesiąc”.

June wpatrywała się w nią.

Vera dostrzegła w oczach kuzyna kalkulację.

Pieniądze.

Bezpieczeństwo.

Plotki.

Niebezpieczeństwo.

June usiadła ciężko.

„Panie” – wyszeptała. „Vero, ludzie będą gadać”.

„Wiem” – powiedziała Vera.

June spojrzała na nią.

„Jesteś pewien?”

Vera pomyślała o cichym płaczu dziecka.

Pomyślała o oczach Owena, gdy zdał sobie sprawę z tego, co oferuje Vera.

Pomyślała o tym, jak jej własne ciało odpowiedziało na dźwięk, nie prosząc o pozwolenie.

„Jestem pewna”, powiedziała Vera.

Twarz June’a się napięła.

„Jeśli pójdziesz na męskie ranczo z takim układem, ludzie będą na ciebie patrzeć” – ostrzegała June. „Kobiety w mieście będą cię wyzywać, ale nie powiedzą ci tego prosto w twarz. Mężczyźni będą wyglądać, jakbyś była kimś, kogo można wziąć na własność”.

Vera przełknęła ślinę.

„Już wcześniej mnie badano” – powiedziała.

Spojrzenie June złagodniało.

„Już wcześniej zostałeś zraniony” – powiedziała.

Vera skinęła głową.

June sięgnęła przez mały stolik i ścisnęła dłoń Very.

„Więc bądź mądry” – powiedziała June. „Postaw sprawę jasno. Zachowaj granice. A jeśli poczujesz się niepewnie, wróć tutaj, słyszysz?”

Vera spojrzała w oczy kuzynowi.

„Słyszę cię” – wyszeptała.

Tej nocy Vera niewiele spała.

W pensjonacie było głośno nawet po zgaszeniu lamp. Ktoś kaszlnął na górze. Ktoś zaśmiał się w kuchni. Skrzypnęły drzwi.

Vera leżała na wąskim łóżku i wpatrywała się w sufit, przyciskając dłoń do piersi.

Jej ciało nadal wydawało się pełne i ciężkie.

Zastanawiała się, czy robi coś dobrego, czy coś głupiego.

Zastanawiała się, jak by się czuła, gdyby weszła do domu, w którym umarła inna kobieta.

Zastanawiała się, czy smutek rozpozna smutek.

O świcie przyjechał wóz.

Kierowcą był spokojny pracownik rancza o imieniu Rex.

Był szeroki w ramionach, a jego twarz nabrała spokoju. Uchylił kapelusza przed June, skinął głową Very i uniósł jej kufer, jakby nic nie ważył.

„Szef powiedział, żebyś tu została” – powiedział Rex Verze, kiedy później dotarli na ranczo, zgodnie z pierwotną obietnicą. „Powiedział, że w kuchni jest kawa”.

Rex nie plotkował. Nie uśmiechał się. Po prostu zrobił to, co trzeba było zrobić i odszedł.

Ranczo Suttonów znajdowało się w szerokiej dolinie, gdzie rzeka Poudre wiła się wśród traw niczym srebrzysta wstęga.

Kiedy Vera przybyła na miejsce, od razu po ujrzeniu głównego domu poczuła się mała.

Zbudowano go z kamienia i drewna, solidny i dumny, z gankiem wychodzącym na otwartą przestrzeń, jakby był właścicielem horyzontu. Za nim rozciągały się stodoły i zagrody.

W oddali poruszały się konie, silne i niespokojne.

Mężczyźni pracowali jak mrówki w miejscu, w którym nigdy nie brakowało rąk do pracy.

Rex postawił kufer Very w małej chatce oddalonej od głównego domu.

„Szef kazał ci tu zostać” – powtórzył, jakby dokładne słowa miały jakieś znaczenie. „Powiedział, że w kuchni jest kawa”.

Po czym odszedł, nie mówiąc już ani słowa.

Domek był prosty i czysty.

Jeden pokój.

Łóżko z kołdrą.

Mały stolik.

Stojak na umywalkę.

Piekarnik.

Wydawało się, że to bezpieczny zakątek świata.

Ale jednocześnie czułam się samotna.

Vera rozpakowała się powoli.

Położyła swój zestaw do szycia na stole.

Wsunęła pod łóżko małe drewniane pudełko, nie otwierając go.

Część żalu była prywatna.

Czasem smutek jest zbyt dotkliwy, by go dotknąć w zwyczajny poranek.

Następnie poszła do głównego domu.

Kuchnia była większa niż jakiekolwiek pomieszczenie, w którym Vera kiedykolwiek gotowała. Miała szerokie blaty, wiszące patelnie i stół, przy którym zmieściłaby się mała armia. Promienie słońca wpadały przez okno, zatrzymując w powietrzu drobinki kurzu.

Zobaczyła, że ​​Owen jedną ręką trzyma dziecko, a drugą próbuje podgrzać butelkę.

Dziecko wierciło się i przytulało do płaszcza Owena, było już bliskie płaczu.

„Za szybko to podgrzewasz” – powiedziała Vera od progu.

Owen przestraszył się, jakby przyłapano go na kradzieży.

„Nie jestem” – powiedział, ale w jego głosie nie słychać było pewności.

Vera przeszła przez pokój.

Wypróbowała butelkę na nadgarstku.

A potem wylałem do zlewu.

„To go spali. Zacznij od nowa.”

Owen obserwował jej dłonie.

Cichy.

Intensywny.

Jak człowiek, który nie wie, czy czuć ulgę, czy wstyd.

Vera ponownie podgrzała mleko, tym razem wolniej.

Następnie wzięła dziecko w ramiona.

Dziecko odmówiło przyjęcia butelki, odwracając się z uporem i złością.

Vera skinęła głową.

„Dobrze” – mruknęła. „W takim razie zrobimy to po twojemu”.

Zachowywała spokój.

Usiadła na krześle.

Ułożyła dziecko blisko siebie.

Karmiła go w jedyny sposób, jakiego naprawdę pragnął.

Dziecko niemal natychmiast ucichło.

Jego małe ciało zmiękło.

Kuchnia wypełniona spokojem.

Owen stał przy piecu, jakby bał się oddychać zbyt głośno.

Po raz pierwszy Vera zobaczyła, jak bardzo jest wyczerpany.

Siedziało w cieniu pod jego oczami.

Wyglądało to tak, jakby jego ramiona były zbyt mocno napięte.

Patrzył na swoje dziecko tak, jakby miało zniknąć, gdyby Owen mrugnął.

„To krzesło” – powiedział Owen po długiej ciszy, wpatrując się w podłogę. „Moja żona siadała tu rano”.

Vera ostrożnie podniosła wzrok.

„Piła kawę i czytała listy od rodziny” – kontynuował Owen.

Jego głos pozostał beznamiętny, jakby tłumił ból za zębami.

„Umarła na górze. Lekarz powiedział, że nic nie da się zrobić, ale ciągle myślę, że powinnam była coś zrobić. Cokolwiek.”

Vera nie oferowała łatwego pocieszenia.

Dowiedziała się, że smutek nie lubi kłamstw.

Dziecko skończyło i zapadło w sen, tuląc policzek do piersi Very.

Vera poprawiła sukienkę.

Spojrzała na Owena.

„Potrzebuje imienia” – powiedziała łagodnie.

Owen zacisnął szczękę.

„Nie mogę. Nie bez niej.”

Vera przyglądała się jego twarzy.

Był silny pod każdym względem, w jakim silny może być mężczyzna.

Ale to był ten rodzaj siły, którego nie można kupić za pieniądze.

„Wybierz” – powiedział nagle Owen, jakby go to kosztowało. „Ty go utrzymujesz przy życiu. Ty go mianujesz”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Większość Ludzi Robi To Źle. Cieszę Się, Że To Zobaczyłem!

Instrukcje krok po kroku: Upewnij się, że płyta kuchenna jest chłodna Przede wszystkim upewnij się, że płyta kuchenna jest całkowicie ...

11 pomarańcza

Twoje oczy również mogą ucierpieć! Zbyt wysoki poziom cukru we krwi może powodować zaburzenia widzenia poprzez zmianę kształtu soczewki. Nigdy ...

Masz ochotę zjeść coś słodkiego, ale nie zaburzając przy tym swojej zdrowej diety?

Tryb przygotowania : Najpierw wsyp płatki do blendera i miksuj, aż uzyskasz konsystencję mąki. Po drugie, do miski włóż cukier i ...

Ciastka z kremem czekoladowym

✅ Instrukcje : 1. W misce wymieszaj mąkę, margarynę, jajka, sodę, proszek do pieczenia i smalec. 2. Formuj z ciasta ...

Leave a Comment